Forum www.pendragonforum.fora.pl Strona Główna
 
 FAQFAQ   FAQSzukaj   FAQUżytkownicy   FAQGrupy  GalerieGalerie   FAQRejestracja   FAQProfil   FAQZaloguj 
FAQZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   
Pendragon Panowanie Kruka- nieoficialny fragment by Yeti

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.pendragonforum.fora.pl Strona Główna -> Biblioteka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Yeti
Milago
Milago



Dołączył: 07 Sty 2011
Posty: 60
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/4

PostWysłany: Wto 20:52, 16 Sie 2011    Temat postu: Pendragon Panowanie Kruka- nieoficialny fragment by Yeti

A więc krótki fragment z dziewiątego tomu. Zamierzam przetłumaczyć 12 stron książki. Tu macie około 6 stron.
Nie poczułem uderzenia. Za to czułem coś innego. Grawitacje. Nagle moje ciało stało się ciężkie. Już się dłużej nie unosiłem, czy co tam robiłem. Czułem się jakbym leżał na ziemi. Inne zmysły powróciły. Poczułem chłód. Powietrze się poruszało nade mną. Słuch też powrócił. Usłyszałem jęk odległego, głuchego wiatru. Nie sądziłem, że byłem ranny. Nie czułem bólu. Zastanawiałem się czy przypadkiem nie umarłem. Nie wiem jak zmarły powinien się czuć, więc nie miałem punktu odniesienia.
Gdziekolwiek byłem, leżałem twarzą w dół. Otworzyłem jedno oko, żeby się przekonać, że byłem rozciągnięty na gołej ziemi, pokrytej brązowym błotem. Albo piaskiem. Nie mogę powiedzieć. Podniosłem rękę i dotknąłem nią swojej twarzy. To było tylko brud. Zgaduje, że to nie brzmi ciekawie, ale dla mnie było. To znaczyło, że byłem w trwałym miejscu. W jakimś realnym miejscu. Pytanie tylko, gdzie?
Usiadłem i ujrzałem… pustkę. No prawie pustkę. Dzięki szybkiemu rozejrzeniu się dostrzegłem znacznie więcej niż nic. Wciąż miejsce wydawało się realne. Naszła mnie myśl, że byłem pośrodku pustyni z niczym w pobliżu w odległości wielu mil. Powietrze było mgliste i pełne cząstek pyłu, które były zawieszone jak mgła. Nie miałem głębokich wrażeń. Co mogłem zobaczyć w odległości mil czy cali? Nie było perspektywy. Nie wiedziałem gdzie byłem. Nie wiedziałem kiedy byłem.
To było samotne miejsce.
To jest dokładnie tak jak ja się czuje. Samotny. Byłem totalnie żałosny. Przegrałem bitwę o Hallę. O Drugą Ziemię. I stałem się zabójcą. Większości ludzi, którzy coś dla mnie znaczyli zniknęło. Zawiodłem ich wszystkich. Saint Dane zrobił dokładnie to, co powiedział, że zrobi. Co przewidział, że mógłby zrobić. Doprowadził do upadku stref Halli, więc może je teraz odbudować według swojego mniemania. Teraz Halla jest kontrolowana przez tyrana.
Siedziałem samotnie na piasku, nie zdolny do poruszenia się. Nie chcący poruszyć się. I tak nie wiedziałbym, dokąd pójść. Chciałem się tu rozłożyć, zamknąć oczy i pozwolić wirującemu piaskowi mnie pogrzebać. Byłem skończony. Nie miałem przyszłości. Nie miałem przyszłość coś wartej. Jeśli nie byłem martwy, chciałem być.
Wtedy usłyszałem głos.
Na początku pomyślałem, że go sobie wyobrażam. To mogło być zawodzenie wiatru. Nie było to głośne, ani odmienne. Pomyślałem, że ktoś mówi z daleka, a chłodna bryza niesie te słowa jakby daleką pamięć.
Usłyszałem to raz jeszcze. Bliżej. Bardziej wyraźniej. Jedno pojedyncze słowo przedzierało się przez wycie wiatru.
-Bobby.
Znałem ten głos. Był tak znajomy, ale nie mogłem uchwycić, do kogo należał. To było jak odpowiedź dryfująca na brzegach mojej konsystencji, czekająca na mnie, żeby dotrzeć do niej i uchwycić ją. Rozejrzałem się dookoła i nie ujrzałem niczego oprócz gęstej mgiełki. Byłem pewien, że usłyszałem ducha.
Moje oko uchwyciło ruch. Cień. Coś tu było. Skupiłem się na tym, desperacko szukając czegoś co mogło mi powiedzieć, że nie utknąłem w tym bez krańcowym świecie. Cień podszedł bliżej. To była osoba. Ktoś zmierzał wprost do mnie. Nie mogłem znaleźć energii, żeby wstać. Cień szedł śmiało i pewnie jakby dokładnie wiedział gdzie idzie. Ktokolwiek to był, cokolwiek to było nie wyglądało na ducha. Wyglądał jakby nosi na sobie rodzaj jakiegoś długiego, rozpiętego płaszcza falującego na wietrze.
Moje serce stanęło. Przysięgam. Nie mogłem oddychać. Wreszcie dotarłem na krańce mojego ja i pochwyciłem prawdę. To niemożliwe. To było poza rozumowaniem. Duch był mężczyzną. Albo mężczyzna był duchem. Wyszedł zza mgiełki i stanął nade mną.
Zobaczyłem jego twarz. Twarz, której nie widziałem od lat. Twarz, którą byłem pewien już nie zobaczyć. Ale on dopełnił obietnicy. Powiedział, że znowu będziemy razem. To było tak dawno. Tyle się wydarzyło. Porzuciłem nadzieję.
A nie powinienem.
Dotrzymał obietnicy.
Wujek Press zawsze dotrzymuje obietnic.
- Hey, chłopie, - powiedział swobodnym tonem. - Masz ciężki dzień?
Wyglądał dokładnie tak samo jak w dniu, kiedy opuściliśmy dom, tak dawno temu. Jego włosy wciąż były długie i trochę niedbałe. Wciąż potrzebował się ogolić. Nadal nosił brązową roboczą koszulę i dżinsy. To był naprawdę jego długi, brązowy(org. tan co znaczy opalenizna, opalać się) płaszcz, który widziałem kiedy szedł. Stał nade mną patrząc w dół z uśmiechem, za którym tak tęskniłem. Było z milion rzeczy, o których chciałem mu powiedzieć. Tylko jedna przyszła mi do głowy.
- Przepraszam- wyszeptałem.
- Wstań Bobby.
Powoli podniosłem się na nogi i stanąłem przed wujkiem.
- Ej, - powiedział z uśmiechem- od kiedy jesteś wyższy ode mnie?
Skoczyłem naprzód i go uścisnąłem. Nie mogłem się powstrzymać. Jest jeszcze jedna rzecz, której nie mogłem powstrzymać. Płakałem. Taa płakałem. Poczułem się jakbym miał znowu sześć lat. Myślę, że to co przełamało granice było dotknięcie go. Był prawdziwy. Nie był cieniem albo iluzją wytworzoną przez moją wybujałą wyobraźnię. To był naprawdę wujek Press. Staliśmy tak nie wiem jak długo. Pozwolił mi płakać. Klepał mnie po plecach. W końcu pozwolił mi się cieszyć poczuciem posiadania jakieś cząstki mojej rodziny. Czułem się bezpiecznie. Myślę, że mógłbym tak stać wiecznie, jeśli nie usłyszałbym innego głosu.
- W porządku! Dość! - powiedział sarkastycznie dziewczęcy głos. - Zaraz i ja się rozpłaczę, a nie chcesz tego widzieć.
Obróciłem się szybko i ujrzałem blondynkę w niebieskich oprawkach i żółtych okularach. Stała w rozkroku i z rękami założonymi na piersiach, patrząc na mnie jak niezadowolony rodzic.
- Cześć, Pendragonie- powiedziała Aja Killian- co zajęło ci tak dużo czasu?
Stałem tam jak sparaliżowany. Moje usta się otworzyły, ale nic nie powiedziałem. Następny cień szedł w jej stronę, wychodząc z mgiełki. Był to duży koleś, który zatrzymał się za Ają i pomachał mi. Po raz kolejny nosił zbroję rycerza Bedoowan.
- Wiem, że próbowałeś mi pomóc- powiedział Alder
Stałem tam z otwartymi ustami, nie mogąc myśleć, ani zrozumieć tego co widzę.
-Wszystko w porządku?- zapytałem mojego przyjaciela. Zabrzmiało to raczej mętnie.
- Teraz tak- brzmiała jego definitywna odpowiedź.
Odwróciłem się do wujka Pressa.
- Czy to jest rzeczywiste?
Wujek Press wzruszył ramionami jakby mówił „Taa. Dlaczego nie miałoby być?”
Moje oko uchwyciło więcej ruchu. Cienie były wszędzie. Byliśmy teraz otoczeni pierścieniem widm.
-Witaj, Bobby- powiedziała starsza kobieta z długimi szarymi włosami –pamiętasz mnie?
Odrętwiale skinąłem głową. To była Elli Winter. Matka Nevvy. Wędrowiec z Quillianu
- Nie wiem co powiedzieć o mojej córce- powiedziała smutno
- Nic nie musisz mówić- powtórzyłem jej.
- Jesteś mi coś winny Pendragonie- zbeształ mnie młodzieńczy głos.
Z mgiełki wyłonił się Siri Remudi młody bandzior. Wędrowiec z Ibary.
- Jeśli bym wiedział, że zamierzać zniszczyć rynnę nigdy bym nie opuścił Ibary.
- Nie chciałem żebyś był tam uwięziony- wyjaśniłem.
Siry się uśmiechnął.
- Taa. Kupuje to. Podaruje ci to tym razem. Ale nawet nie myśl, żeby mnie znowu gdzieś zostawić.
- Zakładam, że dostałeś moją notatkę?- dobiegł mnie następny znajomy głos. To był Patrick. Cały i zdrowy.
- Tak- odpowiedziałem. – Szkoda, że nie wykorzystałem bardziej tej informacji.
- Zrobiłeś dobrze – zapewnił mnie. – Nikt by tego lepiej nie zrobił.
Usłyszałem zwierzęcy warkot. Jakbym nie został Wędrowcem pewnie bym podskoczył. Ale nie zrobiłem tego. Bestia na czterech nogach wyłoniła się z mgły, stanęła i resztę drogi przeszła na dwóch nogach. Kasha, kot z Eelongu dołączyła do kręgu.
- Obiecałeś mi coś Pendragonie. – warknęła klee
- Taa? A co takiego?
- Powiedziałeś, że pewnego dnia zaniesiesz moje prochy(bez skojarzeń!) spowrotem, na Eelong. Nie zapomniałam.
Przytaknąłem.
- Siema mikrusie!- usłyszałem ciepły głos, na którego dźwięk prawie się znowu nie rozpłakałem.
Gunny Van Dyke wystąpił z mgiełki, ubrany w ten sam ciemny garnitur, który nosił na Pierwszej Ziemi.
- Czekaj chwile - zawołał, kiedy na mnie spojrzał.- Może nie powinienem cię tak dłużej nazywać?
Podbiegłem do niego i go uściskałem.
-Heck of a things Pendragon- zażartował- Heck of a things Pendragon.(5)
- Yeah. Jest tylko jeden sposób na położenie tego(?)
Odalił mnie na długość ramion i zapytał.
- Wszystko w porządku synu?
Nie do uwierzenia. Po tym wszystkim, co się wydarzyło Gunny martwił się o mnie.
- Szybko dochodzę do siebie- odpowiedziałem
Uśmiechną się ciepło.
- Niczego innego się nie spodziewałem.
- Gdzie on jest?- zapytałem go.
Gunny popatrzył na mnie jak skonfundowany.
- Kto? O kim mówisz?
Mrugnął i uśmiechną się przebiegle. Dokładnie wiedział, o kim mówię.
- Hobey! – usłyszałem wołanie znajomego głosu- Nie zaczynajcie imprezy beze mnie!
Vo Spader, Wędrowiec z Cloralu na jednym wdechu, wbiegł w krąg. Chociaż wydawał się starszy, od ostatniego razu, większość jego osobowości się nie zmieniła. Jego czarne włosy wciąż były długie. Ubrany był w swój czarny strój aquannera. Wciąż miał ten figlarny błysk w oku, co znaczyło, że jest gotów na nadchodzącą przygodę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maslo
Strażnik Tigeen
Strażnik Tigeen



Dołączył: 10 Wrz 2010
Posty: 534
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Cloral

PostWysłany: Śro 8:17, 28 Wrz 2011    Temat postu:

o tak xD wczoraj dostałem tą część!! HURRRA!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
zofik44
Pracownik Banku Państwowego w StonyBrook
Pracownik Banku Państwowego w StonyBrook



Dołączył: 20 Sty 2011
Posty: 43
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Cloral
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 15:06, 09 Paź 2011    Temat postu:

Yeti odwalasz kawał dobrej roboty tłumacząc to wszystko. Mnie by się nie chciało. Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maslo
Strażnik Tigeen
Strażnik Tigeen



Dołączył: 10 Wrz 2010
Posty: 534
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Cloral

PostWysłany: Pon 11:55, 31 Paź 2011    Temat postu:

czytam te fragmenty i nie kojarze ich jakoś z książki a prawie całą przeczytałem...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Yeti
Milago
Milago



Dołączył: 07 Sty 2011
Posty: 60
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/4

PostWysłany: Pon 17:58, 31 Paź 2011    Temat postu:

To jest na ostatnich stronach.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Maslo
Strażnik Tigeen
Strażnik Tigeen



Dołączył: 10 Wrz 2010
Posty: 534
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/4
Skąd: Cloral

PostWysłany: Sob 15:35, 03 Gru 2011    Temat postu:

tak tak... jeszcze nie skonczyłem tej czeswci xD nie chce mi sie wogole czytac ostatnio
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.pendragonforum.fora.pl Strona Główna -> Biblioteka Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Style edur created by spleen & Programy.
Regulamin